10 kwietnia 2025 w Google Tag Managerze wejdzie w życie mechanizm, który automatycznie załaduje tzw. Google Tag z pełną konfiguracją – nawet wtedy, gdy użytkownik sam go nie doda do kontenera. To pozornie drobna zmiana techniczna, która jednak może mieć poważne skutki zarówno dla dokładności danych, jak i zgodności z politykami prywatności. Poniżej wyjaśniam, co to dokładnie oznacza, skąd się to wzięło i jak warto się przygotować.
Czym jest Google Tag i dlaczego jest ważny?
Google Tag, czyli po prostu gtag.js, to fragment kodu odpowiedzialny za wysyłanie danych do usług Google – takich jak Google Ads, Floodlight czy Google Analytics 4. Zgodnie z dokumentacją, przed wysłaniem jakiegokolwiek zdarzenia do tych usług, powinien zostać załadowany odpowiedni tag z przypisanym identyfikatorem (np. AW-123456789 dla Google Ads lub DC-987654321 dla Floodlight).
Przez długi czas ta zasada była bardziej zaleceniem niż twardym wymogiem. Wielu użytkowników nie dodawało ręcznie Google Tag do kontenerów GTM, a mimo to zdarzenia konwersji wydawały się działać poprawnie. Nie było widać błędów, dane się pojawiały – więc nikt nie drążył tematu.
W rzeczywistości jednak, w tle działo się coś więcej.
Co GTM robił do tej pory „po cichu”?
Google Tag Manager od dawna automatycznie ładował brakujące Google Tagi, jeśli wykrył, że użytkownik próbuje wysłać zdarzenie do Ads lub Floodlight bez ich wcześniejszego załadowania. To był swoisty „system ratunkowy”: jeśli ktoś zapomniał dodać Google Tag do kontenera, GTM sam dociągał bibliotekę gtag.js z odpowiednim identyfikatorem.
Problem polegał na tym, że ten automatycznie dodawany tag był bardzo okrojony. Nie zawierał zaawansowanych ustawień, nie wysyłał automatycznego pageview, nie zbierał danych użytkownika ani zdarzeń typu scroll, kliknięcia w linki czy interakcje z wideo. Co więcej, nie był w stanie aktywować konwersji rozszerzonych (Enhanced Conversions) ani funkcji User-Provided Data (UPD), nawet jeśli były one włączone w interfejsie Google Ads lub Campaign Managera.
Efekt był taki, że zdarzenia mogły być rejestrowane niepełnie, a dane przesyłane do Google – niekompletne. Z punktu widzenia analityki i optymalizacji kampanii oznaczało to nie tylko stratę potencjału, ale także możliwe błędne wnioski.
Na czym dokładnie polega zmiana?
Od 10 kwietnia 2025 GTM nadal będzie automatycznie ładował brakujący Google Tag, ale tym razem z pełną konfiguracją przypisaną do danego identyfikatora. To znaczy, że jeśli w interfejsie Google Ads zostały włączone funkcje takie jak konwersje rozszerzone, czy zbieranie danych dostarczonych przez użytkownika, to zostaną one uruchomione automatycznie – nawet jeśli Google Tag nie został ręcznie dodany do GTM.
GTM będzie przy tym działał zgodnie z prostą logiką: kiedy zostaje wywołane zdarzenie (np. kliknięcie „Kup teraz”), system sprawdza, czy odpowiedni Google Tag z konkretnym ID jest już załadowany na stronie. Jeśli tak – zdarzenie zostaje wysłane natychmiast. Jeśli nie – GTM automatycznie ładuje brakujący tag, dopiero potem pozwalając na wysłanie zdarzenia.
Brzmi rozsądnie, ale ma to pewne konsekwencje.
Co to oznacza w praktyce?
- Dokładność danych powinna się poprawić. Automatycznie ładowane tagi będą teraz „pełnoprawne”, co oznacza, że funkcje takie jak Enhanced Conversions zaczną działać zgodnie z oczekiwaniami, o ile zostały aktywowane w Ads lub Floodlight. To może się przełożyć na większą liczbę zliczonych konwersji i lepsze dopasowanie danych między stroną a usługami Google.
- Pojawia się potencjalne opóźnienie. Ponieważ GTM musi teraz poczekać na pełne załadowanie Google Tag, zanim wyśle dane zdarzenia, może dojść do sytuacji, w której użytkownik opuści stronę, zanim cały proces się zakończy. W skrajnych przypadkach zdarzenie konwersji może w ogóle nie zostać zarejestrowane. To ryzyko rośnie przy wolniejszych połączeniach, dużej liczbie skryptów na stronie lub braku optymalizacji ładowania tagów.
- Zmiana wpływa na transparentność. Kiedy GTM automatycznie ładuje tagi w tle, trudniej jest analizować ich działanie, debugować błędy i monitorować, co dokładnie dzieje się na stronie. Automatyzacja może pomóc w sytuacjach awaryjnych, ale też wprowadza element nieprzewidywalności.
Warto również podkreślić, że nowy mechanizm nie wpływa na sposób zarządzania zgodą użytkownika (tzw. consent mode). Jeśli wcześniej określiłeś, że dane mogą być zbierane tylko po wyrażeniu zgody, automatycznie załadowany tag będzie respektował te ustawienia.
Czy trzeba coś zmieniać w GTM?
Z technicznego punktu widzenia – nie. Google nie wprowadza żadnych modyfikacji do Twojego kontenera. Wszystko odbywa się po stronie samej biblioteki GTM, która dynamicznie decyduje, czy i kiedy załadować brakujący tag.
Ale z punktu widzenia najlepszych praktyk – zdecydowanie warto działać proaktywnie. Jeśli chcesz mieć pełną kontrolę nad tym, co i kiedy ładuje się na Twojej stronie, najlepszym rozwiązaniem jest ręczne dodanie odpowiednich Google Tagów do kontenera GTM. Dzięki temu unikniesz opóźnień, zyskasz większą przejrzystość i pełne panowanie nad procesem pomiaru konwersji.
Przy okazji warto również sprawdzić, czy w konfiguracji Ads lub Floodlight masz aktywne zbieranie danych użytkownika i czy jest to zgodne z Twoją polityką prywatności. Nowa funkcja może bowiem uaktywnić przesyłanie danych, które wcześniej były pomijane – nawet jeśli zrobi to „w dobrej wierze”.
Zmiana zapowiedziana przez Google na 10 kwietnia to krok w stronę większej automatyzacji i dokładności danych w GTM, ale także wyzwanie dla tych, którzy cenią sobie pełną kontrolę nad konfiguracją tagów. Choć nowy mechanizm może pomóc w poprawnym zbieraniu danych tam, gdzie wcześniej popełniano błędy, to jednak lepiej nie polegać wyłącznie na tym, co dzieje się automatycznie.
Najlepszym podejściem będzie przejrzenie swoich kontenerów, dodanie brakujących Google Tagów ręcznie i dostosowanie ustawień zbierania danych do realnych potrzeb i wymogów prawnych. W świecie marketingu cyfrowego automatyzacja jest potężnym narzędziem – ale tylko wtedy, gdy wiemy dokładnie, jak działa.